Zakopane
Poniedziałek, 27 czerwca 2011
- DST: 405.50km
- Teren: 0.00km
- Vśr: 23.58km/h
- Vmax: 59.50km/h
- Alt: 3500m
- Temp.: 23.0°C
- Gminy: -
- Accent Shannon
Po udanym 300km wypadzie do Kielc zacząłem się zastanawiać nad trasą do Zakopanego, Michał też wspominał, że chętnie by się tam przejechał; gdy na niedzielę i poniedziałek zapowiedziano sprzyjający północy wiatr i bezdeszczową pogodę - bez namysłu postanawiamy ruszyć :)
Z domu ruszam w niedzielę o 19.50, z Michałem spotykamy się jak ostatnio na Puławskiej. Temperatura szybko spada - z 23 aż do 7°C. Pierwszy dłuższy postój robimy po ok. 100km w Drzewicy, wychładza momentalnie, najmniej przyjemnie się rusza.
Noc jakoś przetrwaliśmy, sporo rozmawiając, lampka Sigma Pava sprawdziła się doskonale - spokojnie wytrzymała 6 godzin w trybie oszczędnym na czterech Eneloopach 2000mAh, oświetlając drogę w stopniu wystarczającym do pewnej i bezpiecznej jazdy nawet 30-35km/h. Na następny postój stajemy po 200km w Jędrzejowie (wcześniej nie miało to sensu, o świcie ochłodziło się jeszcze do 6 stopni).
Za miastem wjeżdżamy na szosę krakowską, gdzie pojawia się sporo górek, trochę męczących przy dotychczas pokonanym dystansie. W Słomnikach rozdzielamy się, Michał jedzie przez centrum Krakowa, ja jadę na skróty lokalnymi drogami przez Lubrzycę i Most Wandy, wprawdzie z gorszą nawierzchnią, ale z dużo mniejszym ruchem i z zaledwie kilkoma światłami - po 300km i przy narastającym zmęczeniu średnio miałem ochotę na jazdę miejską.
Spotykamy się w Wieliczce na Rynku Górnym, gdzie w sumie odpoczywam prawie 2h. Ostatni etap trasy najbardziej wymagający (dodatkowo robię się senny - trochę pomogło 0,5l Tigera) - sporo górek, na czele z podjazdem na Obidową na ponad 800m, do Nowego Targu docieram już mocno zmęczony. Tu ponownie się rozłączamy, Michał zalicza po drodze kilka gmin, ja turlam się tempem 20km/h do Zakopanego. Z wielką ulgą i satysfakcją mijam tabliczkę z nazwą miasta, kieruję się na dworzec, żeby sprawdzić możliwości powrotu do Warszawy (sam wyjazd był bardzo spontaniczny, zaplanowany na kilka godzin przed wyjazdem, więc nie było czasu specjalnie się zastanowić jak z powrotem).
Pomysł powrotu nocnym pociągiem w kuszetce - odpadł, gdy zobaczyłem jak niewielkie są możliwości schowania roweru, można było jechać normalnym przedziałowym, ale tam też byłby kłopot z rowerami (teoretycznie jest zakaz przewozu w nocnych), pewnie trzebaby je jakoś składać. Spróbowaliśmy zapakować się do autobusu, najpierw na kurs o 19 do Krakowa, nawet nie zdążyliśmy zapytać kierowcy, tylko ustawiliśmy się przy autobusie i z daleka już krzyczał, że rowerów nie zabiera ("bo smar brudzi bagaże", a otworzył raptem jeden mały luk, reszta była pewnie pusta). Szczęśliwie udało nam się załapać na bezpośredni kurs do Warszawy przez Katowice, było dość luźno, więc można było się rozłożyć nawet na czterech siedzeniach :)
14 nowych gmin - województwo świętokrzyskie zaliczone już w ponad 50% :)
Nowe rekordy - dystansu dobowego oraz dziennej sumy przewyższeń















Komentarze
Uwaga! Najnowsze komentarze znajdują się na początku, najstarsze - na końcu.
Adama rekord to chyba coś koło 350km jak dobrze pamiętam ;)
Złej baletnicy...
Na siodełko Panie Adamie i samemu próbować!
Ale poważniej - to radziłbym stopniowanie dystansów, zanim się spróbujesz z Zakopanem warto przejechać koło 300km na Mazowszu, albo lepiej w Świętokrzyskie, bo te ostatnie 100km do za Krakowem mocno daje w kość.
"Podkradłeś"... A co ja asfalt za sobą zwijałem? :D
podkradłeś mi traskę;) planowałem taki odcinek na ten rok:D ale pewnie nie zrobie tego na raz... no ale kto wie?
Szacunek za taki dystans:)
Komentuj